„Sochonostalgia” Barbary Sobkowicz

Od wielu lat swoje teksty publikowała w „Ziemi Sochaczewskiej”. Teraz postanowiła to, co pisze, zawrzeć w książce. Jej lektura przeniesie nas do powojennego Sochaczewa, na stare ulice, do popularnych restauracji. Przypomni nam dawno zapomniane miejsca, mieszkańców i wydarzenia. Co jeszcze w niej znajdziemy, zdradza nam autorka, Barbara Sobkowicz.

W wywiadzie z 2013 r., na moją sugestię, aby spisała Pani swoje wspomnienia związane z dawnym Sochaczewem, usłyszałam, że jeszcze nie czas. Jednak kilka miesięcy temu podjęła Pani decyzję. Pamiętam, jak podczas jednego ze spotkań oznajmiła mi Pani: Piszę książkę!
Bo przyszedł ten moment. Przeszłam na stuprocentową emeryturę i więcej uwagi mogę poświęcić na pisanie. A do tego trzeba mieć spokój i czas. Z drugiej strony, kiedy codzienne sprawy nas nie oszczędzają, to pisanie i przenoszenie się w odległe lata stanowi swego rodzaju terapię.

Książka będzie nosiła tytuł „Sochonostalgia” i pokaże czytelnikom, oprócz Pani przeżyć, refleksji, mniej oficjalną stronę miasta i jego mieszkańców.
Moim zdaniem pokazywanie Sochaczewa przez pryzmat jego mieszkańców sprawia, że jest on bliższy naszemu sercu. Mam nadzieję, że zwłaszcza ci starsi czytelnicy przypomną sobie miejsca, o których piszę, rozpoznają znajomych, a może odnajdą też cząstkę siebie lub dobre wspomnienie. Perspektywa czasowa ma bowiem to do siebie, że blednie to, co nas drażniło, denerwowało, do wielu spraw podchodzimy spokojniej, a nawet z przymrużeniem oka.

W książce znajdą się m.in. teksty o mieście publikowane w „Ziemi Sochaczewskiej”, a co jeszcze?
Rzeczywiście, będą tam moje opowieści o sochaczewskich ulicach, ich mieszkańcach, o powojennych restauracjach, o moich nauczycielach, przyjaciółkach z dzieciństwa i wiele, wiele innych. Część z nich publikowała już „Ziemia Sochaczewska”, inne pisałam w ostatnim czasie wyłącznie z myślą o książce.

Odnoszę wrażenie, że najbliższe Pani sercu są wspomnienia z dzieciństwa, a zaraz po nich kawiarniane klimaty dawnych sochaczewskich restauracji, cukierni…
To prawda, bo coraz częściej wracam do wspomnień z dzieciństwa, do tamtych realiów. Przypominam sobie, jak kilkadziesiąt lat temu wyglądało miasto i jego mieszkańcy i ogarnia mnie nostalgia… Z kolei do kawiarni i restauracji wracam dlatego, że był to czas, kiedy nie dotykały mnie większe zmartwienia, byłam młoda, radosna, studiowałam, miałam duże grono znajomych. To był naprawdę piękny czas w moim życiu.

Sochaczew w swoich wspomnieniach traktuje Pani bardzo ciepło, z dużym sentymentem.
Zawsze tak było, bo to moje miasto. Pamiętam, jak będąc na piątym roku studiów dojeżdżałam do Warszawy pociągiem i zdarzało mi się spóźniać na seminarium magisterskie u prof. Bronisława Wieczorkiewicza. Usprawiedliwiając się, mówiłam wtedy: „Przepraszam, panie profesorze, ale ja dojeżdżam z Sochaczewa”. Po pewnym czasie pan profesor sam reagował na moje spóźnienia mówiąc: „A, to pani Barbara z Sochaczewa”.

Czyli już wtedy promowała Pani Sochaczew.
Dopiero teraz to sobie uświadamiam. Wtedy wydawało mi się to zupełnie naturalne, bo chyba żaden młody człowiek nie myśli na co dzień o tym, że kocha swoje miasto. Najczęściej utyskuje, narzeka lub swoje miejsce zamieszkania traktuje zupełnie obojętnie. Taka refleksja przychodzi dużo później. Ja dzisiaj z radością mogę powiedzieć, że Sochaczew to moje miejsce.

Kiedy książka ukaże się drukiem?
Myślę, że w połowie tego roku. Jestem już po rozmowach z panią Joanną Niewiadomską-Kocik, naczelnikiem Wydziału Kultury, Turystyki i Promocji Miasta, bo to właśnie ratusz sfinansuje wydanie książki. Jej promocja odbędzie się w ramach obchodów Dni Sochaczewa. Jestem za to bardzo wdzięczna i już dziś dziękuję za zainteresowanie się powstającą publikacją.

Czekamy zatem na wydawnictwo, które przypomni nam Sochaczew sprzed lat widziany oczami dziecka, później młodej osoby, a wreszcie dojrzałej mieszkanki zmieniającego się miasta.

Rozmawiała
Jolanta Śmielak-Sosnowska